Current track

Title

Artist

Nie gra? KLIKNIJ TUTAJ

Current show

Wsłuchaj się!

14:00 18:00

Current show

Wsłuchaj się!

14:00 18:00

Upcoming show

Wsłuchaj się!

14:00 18:00

Background

Wywiad z rodzicami adopcyjnymi

Napisany przez , 31 maja 2024

Wczoraj (30 maja) świętowaliśmy Dzień Rodzicielstwa Zastępczego. Z tej okazji przeprowadziłam wywiad z Magdą i Michałem – małżeństwem, które 5 lat temu adoptowało dwójkę chłopców. Zapytałam ich jak wyglądał proces adopcyjny z ich perspektywy.

 

Witajcie, bardzo wam dziękuję, że zgodziliście na tę rozmowę.

Michał: Cześć, cieszymy się, że możemy opowiedzieć swoją historię.

 

Adopcja to bez wątpienia wielkie wydarzenie w życiu zarówno rodziców, którzy się na nią decydują jak i dzieci, które zostają adoptowane. I na pewno podjęcie decyzji o wychowaniu z początku obcych dzieci musi być niebywale trudne. Dlaczego zdecydowali się Państwo na adopcję?

Magda: Po śmierci naszego biologicznego synka, ze względu na konflikt genetyczny i 25% ryzyko wystąpienia takiej samej choroby u kolejnych naszych dzieci, nie chcieliśmy ryzykować posiadania kolejnego biologicznego dziecka. Natomiast od początku małżeństwa zgadzaliśmy się, że chcemy mieć dzieci i to więcej niż jedno – aby nasze życie było pełniejsze, ciekawsze i bardziej wartościowe. Czuliśmy, że mamy w sobie potencjał na wychowanie więcej niż jednego dziecka. Będąc już po stracie dziecka, widzieliśmy że nasze życie, mimo że bardzo wygodne i pełne podróży, wyczynów sportowych, z rozwijającymi się karierami zawodowymi, było też dość puste i powierzchowne. Ze względów religijnych nie braliśmy pod uwagę metody in vitro (która wiązałaby się też najpewniej z bardzo selektywnym zapłodnieniem, lub użyciem cudzego materiału genetycznego), więc jedynym rozsądnym wyborem stała się adopcja.

 

Przy okazji mogli Państwo zrobić coś bardzo dobrego – dać dom spragnionym miłości dzieciom. Adoptowali Państwo dwójkę chłopców. Od początku był taki zamiar czy byliście nastawieni na jedno dziecko?

Michał: Od początku małżeństwa planowaliśmy posiadanie więcej niż jednego dziecka. Zdając sobie sprawę z faktu, że proces adopcyjny jest żmudny i długotrwały, od razu zaznaczyliśmy że interesuje nas adopcja dwójki dzieci (nie zakładaliśmy, że musi to być rodzeństwo), głównie by nie musieć przechodzić przez wszelkie procedury po raz kolejny. Wydawało się nam też, że jeśli dzieci pojawią się w naszym domu jednocześnie, będzie nam wszystkim łatwiej przywyknąć do siebie, niż gdybyśmy po jakimś czasie mieli zaburzać całą tą konstrukcję rodzinną pojawieniem się kolejnego dziecka.

 

No tak, dwie pieczenie na jednym ogniu z pewnością ułatwiły sytuację. Mogliby Państwo opowiedzieć jak wyglądały przygotowania do adopcji i cały proces adopcyjny?

Michał: Z różnych źródeł, jeszcze przed podjęciem finalnej decyzji o wejściu w proces adopcyjny usłyszeliśmy, że staranie się o adopcję w Warszawie jest trudne i tutejsze ośrodki nie cieszą się dobrą opinią, traktując potencjalnych rodziców jak „petentów”. Z drugiej strony, zdawaliśmy sobie sprawę, że do wybranego ośrodka będziemy musieli przez kilka lat regularnie przyjeżdżać, więc ze względów logistycznych nasz wybór padł na ośrodek w Lublinie.

Magda: Po pierwszym telefonie (do którego zbierałam się prawie rok) umówiliśmy się na wstępne spotkanie z kierowniczką ośrodka. Na tym spotkaniu przedstawiliśmy po krótce swoją historię rodzinną, zostaliśmy też poinformowani o tym jak wygląda cały proces przygotowawczy, jakie dokumenty będą potrzebne itp.

Michał: Po ok. 2 miesiącach zebraliśmy wstępne dokumenty i umówiliśmy się na pierwsze formalne spotkanie. W sumie był to cykl (chyba) 5 spotkań z panią psycholog i pedagogiem. Spotkania odbywały się co 2-3 miesiące więc ten etap zajął około roku. Kolejny rok czekaliśmy na swoją kolej do uczestnictwa w szkoleniu grupowym, gdzie wraz z 4 innymi potencjalnymi rodzinami adopcyjnymi odbywaliśmy 10 szkoleń w formie warsztatów raz w tygodniu (po 2-3h każde), omawiając kwestie prawne związane z adopcją, kwestie rozwojowe dziecka, teorie na temat budowania więzi, informacje o możliwych trudnościach (FAS, itp.). Mieliśmy też wizytę kierownika ośrodka adopcyjnego w domu, żeby potwierdzić nasze warunki lokalowe.

Magda: W sumie cała procedura kwalifikacji na rodziców adopcyjnych zajęła nam ok. 3 lat.

 

Szczerze mówiąc jestem w szoku. Wiedziałam, że cały proces to kwestia wielu miesięcy, ale nie zdawałam sobie sprawy, że może trwać aż tyle czasu. Jak długo po otrzymaniu kwalifikacji czekali Państwo na propozycję dzieci?

Magda: Kwalifikacje otrzymaliśmy w styczniu 2019, a w połowie marca otrzymaliśmy telefon z ośrodka adopcyjnego, że są dla nas dzieci.

Przynajmniej na to nie trzeba było długo czekać. Czy ten pierwszy telefon dotyczył właśnie Państwa synów? Od razu między wami „zaiskrzyło”?

Magda: Tak, dzieci były jedynymi jakie poznaliśmy. Nie powiedziałabym, że coś “zaiskrzyło”, ale już po przejrzeniu dostępnej dokumentacji na temat historii dzieci byliśmy na 99% zdecydowani.

Michał: Dokładnie tak, a wizyta zapoznawcza utwierdziła nas w tej decyzji.

Jest coś co zaskoczyło Państwa w procesie adopcyjnym?

Magda: Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem były jedne z zajęć warsztatowych gdy uświadamiano nam, że adopcja to relacja dwóch stron, w której obie wchodzą ze stratą – dzieci, bo straciły (faktycznie lub prawnie) biologicznych rodziców, i rodzice – bo stracili możliwość posiadania biologicznego dziecka (niepłodność, poronienia, czy jak w naszym przypadku śmierć dziecka).

Poza początkowym okresem żałoby, nie patrzyłam na siebie w kontekście osoby która coś straciła – wprost przeciwnie, uważam do dziś, że życie i doświadczenie choroby, a potem śmierci mojego syna biologicznego było jednym z moich najcenniejszych doświadczeń życiowych. Dlatego bardzo zdziwiło mnie takie przedstawienie relacji rodzic – dziecko adoptowane, jako opartej na podwójnej stracie.

Michał: Według mnie nie było konkretnego zaskakującego momentu w procesie.

Magda: Początkowo też trochę zaskakująca wydawała mi się prośba opiekunów w domu dziecka o utrzymywanie z nimi kontaktu po adopcji. Jednak po kilku rozmowach zrozumiałam, że ta prośba ma po prostu na celu bezpieczne przekazanie więzi i dobro dzieci.

 

I faktycznie tak było? Z Państwa punktu widzenia kontakt chłopców z Domem Rodzinnym Dziecka ułatwił ich adaptację?

Michał: Myślę, że bardzo ułatwił – zwłaszcza, że mieliśmy porównanie jak to wyglądało u dziecka znajomych, które mieszkało w instytucjonalnym domu dziecka. Nasi chłopcy nie mieli problemu ze zrozumieniem kim jest mama i tata, że w domu każdy ma różne role, że trzeba sprzątać, przygotować sobie posiłki. Że rodzice i każdy z członków rodziny mogą mieć gorszy dzień, możemy się pokłócić, ale finalnie musimy razem żyć i sobie pomagać itd.

Magda: Dla porównania od znajomej słyszałam historie jak jej adoptowana córka pytała na początku: “mamo, a kiedy idziesz na urlop i przyjdzie inna pani do mnie?”

 

Na pewno napotkali Państwo jakieś wyzwania podczas przygotowywania się do adopcji. Jak sobie z nimi poradziliście?

Magda: Podchodziliśmy do procesu zadaniowo i skupialiśmy się na kolejnych krokach zgodnie z wytycznymi ośrodka adopcyjnego. Głównym wyzwaniem były kwestie logistyczne regularnych wizyt w Lublinie, ale tu na rękę poszedł nam ośrodek umawiając spotkania na piątek po południu.

Michał: Podchodziliśmy do całego procesu na spokojnie, wiedząc od razu, że będzie on długi i wszelkie procedury mają na celu przede wszystkim dobro dziecka, a nie utrudnienie nam życia czy jakaś niezdrowa ciekawość pracowników ośrodka na temat naszego życia. Długie oczekiwanie na kolejne spotkania w ośrodku to też był czas na przemyślenie naszego podejścia i ugruntowanie decyzji o adopcji. Nie byliśmy też „zafiksowani”, że musimy adoptować dzieci, bardziej podchodziliśmy do tego procesu – przejdźmy wszystkie kroki, a jak już przyjdzie do decyzji w sprawie adopcji konkretnego dziecka (lub dzieci) to wtedy podejmiemy finalną decyzje na tak lub nie.

 

Chłopcy byli jeszcze mali kiedy ich adoptowaliście. Poza tym byli bardzo związani z rodziną zastępczą, w której wcześniej przebywali. Jak przebiegała ich adaptacja w waszej rodzinie?

Michał: Widzieliśmy, że cały proces jest bardzo trudny dla chłopców, którzy byli bardzo zżyci z opiekunami i innymi dziećmi w rodzinnym domu dziecka. Z jednej strony bardzo chcieli mieć swoich własnych rodziców, byli podekscytowani nowym miejscem, posiadaniem dziadków, atrakcjami jakie oferuje Warszawa, z drugiej – wciąż nazywali nas ciocią i wujkiem, a o opiekunach mówili mama i tata. Testowali też to, czy zawsze mogą na nas liczyć, czy ich nie opuścimy i badali na ile mogą sobie pozwolić z zachowaniem, testując granice reguł jakie ustalaliśmy w domu. Podchodziliśmy do procesu na spokojnie, skupiając się na codziennym życiu, rozwiązywaniu problemów na bieżąco i wspólnym wejściu w rytm działania rodziny. Staraliśmy się też nie „przebodźcować” dzieci np. ograniczając i rozciągając w czasie poznawanie dalszej rodziny, wizyty znajomych, kupowanie zabawek ect. Wiedzieliśmy też, że różne trudne zachowania (przekleństwa, bicie, plucie, szczypanie nas ect.) nie wynikają ze złej woli dzieci tylko są najczęściej ich reakcja na bezradność i stres. Z drugiej strony, bardzo ważna była moja przy nich obecność jako mamy – do tego stopnia, że gdy „znikałam” w toalecie, dzieci czekały na mnie pod drzwiami, aż wyjdę.

Magda: Po ok. 3-4 miesiącach wspólnego życia dzieci już na stałe zaczęły do nas mówić „mama” i „tata”. Pamiętam też moment gdy na spacerze pobiegły przodem, znikając nam z pola widzenia za zakrętem ulicy – to był dla nas przełomowy moment, bo pokazał, że nie boją się już nas (początkowo tylko na chwilę) stracić z oczu.

Po ok. 8 miesiącach naszego wspólnego życia zaczął się covid i lockdown – który paradoksalnie, bardzo nam pomógł zacieśnić rodzinne więzi. Wymuszone przebywanie ze sobą 24/7 sprawiło, że bardziej przyzwyczailiśmy się do życia we czwórkę, ustaliliśmy reguły funkcjonowania jako rodzina, zbudowaliśmy różne rodzinne zwyczaje. Dzieci przyzwyczaiły się też do mojej kuchni, zaczęły naśladować nasze powiedzonka czy gesty.

 

Niestety wasi synowie wiele przeszli i już mają za sobą spory bagaż doświadczeń. Czy ich przeszłość czasem daje o sobie znać?

Michał: Z pewnością tak, ale nie podchodzimy do tych wyzwań z nastawieniem, że wynikają z faktu adopcji, pobytu w domu dziecka czy wcześniejszych zaniedbań rozwojowych. Jest wyzwanie czy jakaś trudność – staramy się je na bieżąco rozwiązać, nie skupiając się aż tak mocno na analizie skąd się wzięła. Na przykład starszy synek chodzi na terapię z przetwarzania słuchowego, ćwiczy koncentrację uwagi, młodszy ma zajęcia z logopedą.

Magda: Jest może kilka drobiazgów np. strach przed burzą, u starszego dziecka – niechęć do przebywania samemu w domu, a u młodszego – bardzo silna potrzeba obecności mamy, które tłumaczymy sobie przeszłością dzieci, ale nie są to sprawy jakoś mocno rzutujące na naszą codzienność, czy stanowiące duży problem.

 

Jesteście wyjątkową rodziną i mam co do tego żadnych wątpliwości. Co sprawia Państwu największą radość w byciu z chłopcami? Jak najbardziej lubicie spędzać razem czas?

Magda: Cieszymy się po prostu tym, że jesteśmy rodziną, ze jesteśmy razem. Cieszą nas sukcesy dzieci w szkole, to jak odnajdują się w kontaktach z kolegami i koleżankami, relacje z kuzynami czy dalszą rodziną. Miło patrzeć jak rosną, dorastają powoli, nabierają nowych umiejętności, pokonują problemy. W szkole nie podaliśmy informacji o tym, ze chłopcy są adoptowani, nie widząc takiej potrzeby. I gdy patrzymy i porównujemy jak dobrze i normalnie funkcjonują wśród rówieśników, jednocześnie wiedząc jak wiele trudnych przeżyć i drastycznych zmian mają za sobą, jesteśmy z nich bardzo dumni. Cieszymy się tez, ze dzięki naszej pracy, wysiłkowi możemy ich wspierać, pokazywać im świat, wspólnie doświadczać różnych przeżyć czy aktywności. Po prostu być rodziną.

Michał: Bardzo lubimy wspólną aktywność fizyczną: rowery, rodzinne wyjścia na basen, starty w biegach. Lubimy też wspólne wyjazdy turystyczne, spotkania ze znajomymi czy rodziną, . Tata zaraził chłopców swoją pasją do gier planszowych oraz wspólnego kibicowania na meczach piłkarskich, co też sprawia nam dużo radości.

Bardzo dziękuję za rozmowę i opowiedzenie mi waszej historii. Życzę dużo miłości i radości dla całej waszej rodziny.

Również bardzo dziękujemy.


Opinie czytelników

Pozostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowanyWymagane pola są zaznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.