Current track

Title

Artist

Background

Z deszczu pod rynnę cz. I

Napisany przez , 31 marca 2020

Hejo! Jak tam kwarantanna? Mam nadzieję, że bunkrujecie się w domach! Uraczę was kolejnym opowiadaniem!

Peter niebywale się postarał. Cała sala prezentowała się naprawdę wytwornie. Nie brakowało tu kryształowych żyrandoli, replik znanych obrazów i rzeźb, chociaż tym z kolei brakowało niektórych kończyn. Każdy stolik nakryty był kremowym obrusem ze złotymi przeszyciami, kontrastując z ciemno czerwonymi zasłonami, które też miały złote przeszycia. Czułem się tym wszystkim naprawdę przytłoczony. Nigdy nie byłem fanem aż tak dużego przepychu. Barok wylewał się tu z każdego kąta. Nie! On w tym pomieszczeniu dostał wręcz drugie życie! Zupełny przerost formy nad treścią… przecież to tylko zaręczyny. Nie rozumiałem po co robić tak kosztowny remont, następnie organizować bankiet na sześćdziesiąt dwie osoby, tylko po to żeby się oświadczyć. Czyżby romantyzm umarł? W końcu mamona potrafi uderzyć ludziom do głowy.

Wspomniany wcześniej chłoptaś do niedawna pracował w jednej z warszawskich korporacji, zajmujących się PR-em. Był odpowiedzialny za pozyskiwanie partnerów biznesowych i dbanie o ich wizerunek. W skrócie, pełnił rolę korposzczura. Tam właśnie poznał Zosię. Uroczą, drobną brunetkę o zielonych oczach, która szukała pracy. Co ciekawe, wcale jej wtedy nie dostała.

Peter był ze Szkocji, więc jak każdy Szkot miał o sobie troszkę za wysokie mniemanie. Pochodził z hrabstwa Dudee, gdzie wynaleziono dżem pomarańczowy, czym miał w zwyczaju często się szczycić. Stuknęła mu trzydziestka, więc postawił się ożenić. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafił na poukładaną Zosię i śmierć ciotki, która zapisała mu w spadku pałacyk na Mazurach i dwa miliony złotych. Znaczną część pieniędzy przeznaczył na remont budynku i przyjęcie zaręczynowe. Resztę zainwestował w akcje giełdowe. Żyć nie umierać.

Jeśli chodzi o uroczą brunetkę, została wychowana tylko przez matkę, którą zostawił mąż jak Zośka miała osiem lat. Poza tym nic więcej o nim nie wiadomo, matka zawsze unikała tego tematu. Każda dziewczyna wychowana przez matkę to istota o gołębim sercu. To chyba wynik braku męskiej ręki i szczypty surowości jaką daje ojciec. Zosia była troskliwa i ugodowa, a z miłości gotowa na wszystko, przez co naiwna i zbyt łatwowierna.

Większość osób na tej pseudo imprezie to sztywniaki od strony Petera, z którymi nijak nie mogłem się dogadać. Kręciłem się od stolika do stolika i wypijałem gotowe drinki. Tak upłynęły mi 2 godziny. Gdzieś w tłumie dostrzegłem samotnie siedzącą dziewczynę, która prawdopodobnie jak ja, też nie widziała co ze sobą zrobić. Wyglądała na maksymalnie dwadzieścia sześć, osiem lat. Miała na sobie „małą czarną” z dużym dekoltem na plecach. Czerwone paznokcie i bordową szminka uwydatniającą jej usta. Tyle wystarczyło, żeby wygrać moje zainteresowanie. Cóż, jak widać niewiele, ponieważ tak wyglądała co trzecia piękność na przyjęciu takim jak bankiet. Mnie jednak pociągało w niej coś innego. W jej oczach, w wyrazie twarzy było coś niezwykłego. Coś co budziło moje najbardziej sprośne myśli, a zarazem chęć otoczenia jej opieką. Nigdy nie wiadomo o co dokładnie z tym chodzi, ale mój detektor penis nigdy się nie myli. Czym dokładnie jest to coś? Po prostu to masz lub nie. Ze względu, że byłem lekko wstawiony, bez najmniejszych oporów poszedłem zagadać.

– Fantastyczny wystrój, miła atmosfera, jak się miewasz? Ironicznie zacząłem rozmowę.
– Widzę, że próbujesz być zabawny. Odrzekła, delikatnie przygryzając wargę przez co wydała mi się jeszcze bardziej seksowna. -Ale nie mam na to ochoty. Jej twarz zobojętniała w ciągu ułamka sekundy.
– Hej, jestem Janek i odnoszę wrażenie, że podobnie jak ja też nie wiesz dlaczego i po co tu jesteś.
– Bystrzak z ciebie Janku! Masz jeszcze jakieś interesujące spostrzeżenia?
– Mhm, podobają się twoje wydatne usta, szczególnie w tym bordowym kolorze. Odpowiedziałem nieskrępowany, a „czarodziejka gorzałka tańczyła w nas”. Zmieszała się przez moment i z trudem opanowała podnoszące się kąciki jej ust.
– I przyszedłeś tu specjalnie po to, żeby mi to powiedzieć? Rzuciła w akcie ratowania wizerunku zimnej suki.
– Tak! Uśmiechnąłem się i odszedłem w kierunku stołu z przekąskami. Jakoś nie czułem się w formie na takie „przekomarzanki”. Ludzie mówią na to flirt. Hm… Czyli jest szansa, że ona ze mną flirtowała? Każdy facet potrafi narobić sobie ogromnych nadziei, nawet po wymuszonym uśmiechu istoty, która go kręci. Jednak dziś faktycznie nie miałem do tego głowy. Moja dawna, obecna i przyszła miłość zaprosiła mnie tutaj na egzekucję, a nie na swawole.


Opinie czytelników

Pozostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowanyWymagane pola są zaznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Kontynuuj czytanie