Current track

Title

Artist

Background

„W lesie dziś nie zaśnie nikt” – Recenzja

Napisany przez , 22 marca 2020

„Pierwszy polski horror”, „pierwszy polski slasher”, takie nagłówki już od pewnego czasu opisywały najnowszy film Bartosza Kowalskiego – W lesie dziś nie zaśnie nikt, który dwa dni temu trafił na platformę Netflix.

Nazywanie tego filmu pierwszym polskim horrorem jest jednak nadwyraz przesadzone, bowiem w rodzimej kinematografii gatunek ten zdążył się już zadomowić. Warto wspomnieć takie produkcje jak Diabeł (1972, reż. Andrzej Żuławski), Medium (1985, reż. Jacek Koprowicz), czy docenionego przez krytyków Wilkołaka (2018, reż. Adrian Panek). Na uwagę zasługuje również krótkometrażowy slasher Zacisze z 2017 roku, który również został wyreżyserowany przez Bartosza Kowalskiego i jest dostępny na platformie Showmax.
Nie mniej jednak W lesie dziś nie zaśnie nikt to film, który wywołał niemałą sensację. Nie mogę nazwać się fanem horrorów, ale pierwszy zwiastun wywarł na mnie spore wrażenie, które sprawioło, że z niecierpliwością czekałem na pierwsze seanse. Sama data premiery była niebanalna, bowiem wypadała 13 marca, w piątek, co można uznać za nawiązanie do nieśmiertelnej serii filmów z mordercą w hokejowej masce – Jasonem Voorheesem. Jednak na wskutek ostatnich wydarzeń, film zadebiutował 20 marca w internecie, gdzie można obejrzeć go za pośrednictwem serwisu Netflix.

Niebanalny pomysł na powrót do lat 80.

Bartosz Kowalski nazywa swój film „listem miłosnym do kina grozy z lat 80.”. Stąd też pomysł, aby miejsce akcji przenieść w sam środek obozu dla młodzieży uzależnionej od Internetu. Zabieg bardzo prosty, ale przemyślany i umożliwiający pozbawienie bohaterów technologii, dzięki której mogliby wezwać pomoc w chwili zagrożenia. Takim sposobem trafiamy do tytułowego lasu, gdzie poznajemy naszych bohaterów oraz czychające na nich uwolnione zło.

Dobrze znani bohaterowie

Nie sposób nie zauważyć, że twórcy korzystają nie tylko z klimatów typowych dla slasherów, ale i ze znanych dla tego gatunku schematów. Tyczy się to również głównych bohaterów, którzy są tak bardzo klasyczni, że błyskawicznie wybierzemy spośród nich faworytów oraz tych, dla których wycieczka skończy się bardzo szybko. Nie zmienia to jednak faktu, że postacie odgrywane przez młodych aktorów są naprawdę wiarygodne. Na pierwszy plan wysuwa się tajemnicza Zosia, której przeszłość poznajemy z czasem i jej historia nie jest tak prosta jak w przypadku pozostałych bohaterów. Wcielająca się w nią Julia Wieniawa wypada niezwykle dobrze, pokazując tym samym, że nie możemy jej już kojarzyć tylko z rolami „typowych” nastolatek, co jest dużym plusem zarówno dla niej jak i dla filmu. Mówiąc o postaciach na uwagę zasługuje również rola Michała Lupy, którego Julek, będący klasycznym dla horroru nerdem, błyskawicznie przypadł mi do gustu tworząc z postacią Zosi naprawdę udany duet.
Nie zapominajmy jednak o drugim planie tworzonym przez postacie dorosłych. Komediowy występ Wojciecha Mecwaldowskiego, czy znudzony pracą policjant  Olafa Lubaszenki są ciekawym zabiegiem odejścia od powagi akcji filmu. Na uwagę zasługuje również Gabriela Muskała, która wcieliła się w opiekunkę głównych bohaterów oraz postać byłego listonosza grana przez Mirosława Zbrojewicza.

Czy jest więc strasznie i krwawo?

Podstawą horrorów jest nieustanne poczucie zagrożenia i wszechobecnego niebezpieczeństwa czychającego za rogiem (albo jak w tym przypadku, za drzewem). Tutaj twórcy zdali egzamin dobrze budując napięcie i powoli ujawniając nam z czym będą musieli zmierzyć się bohaterowie. Ciekawe ujęcia, doza tajemnicy i towarzysząca jej odpowiednia muzyka tworzą klimat dobrego horroru. Jest krwawo, jest ciekawie, jest brutalnie, czyli tak jak wszystko być powinno. Problem jednak zaczyna się, gdy czychające na bohaterów zagrożenie już dobrze znamy, bowiem całe napięcie nieco opada, a i sam wydźwięk filmu bywa od tego momentu mocno zmienny. Z jednej strony mamy kilka ciekawych i zaskakujących pomysłów twórców, a z drugiej strony mamy do czynienia z ujęciami i schematami, które już doskonale znamy. Koniec końców nie wypadłoby to źle, ponieważ takie bezpieczne korzystanie z „klasyki slasherów” prezentuje się całkiem udanie. Jednakże całość psują niepotrzebne zabiegi i sceny, które mocno gryzą się z prezencją całego filmu. Nie można jednak zapomnieć, że zawsze slashery niosły ze sobą nieco groteskowości, więc i tu należałoby przymknąć oko na niektóre rozwiązania, jednak uważam, że kilka z nich należałoby po prostu zmienić.

Nie mniej jednak nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany, czy też zawiedziony. W lesie dziś nie zaśnie nikt nie jest filmem złym, ale nie jest też filmem wybitnym. Pomimo swoich błędów,  jest to produkcja naprawdę udana, zaskakująca, pełna dobrych pomysłów i będąca najzwyczajniej dobrą rozrywką, która stanowi cieszący mnie powiew świeżości w polskiej kinematografii.


Opinie czytelników

Pozostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowanyWymagane pola są zaznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.