Current track

Title

Artist

Background

Reportaż z koncertu Dawida Podsiadło i Taco Hemingwaya w Warszawie

Napisany przez , 4 czerwca 2020

W sobotę 28 września 2019 r. na stadionie PGE Narodowym w Warszawie odbył się pierwszy wspólny koncert Dawida Podsiadło i Filipa Szcześniaka znanego jako Taco Hemingway. Polscy artyści zaśpiewali przed publicznością w stolicy, jednocześnie udowadniając, że można tutaj zrobić show na światowym poziomie.
Jako soliści na koncertach dają z siebie wszystko, na każdy z ich występów przychodzą tłumy fanów, którzy pragną posłuchać ich twórczości na żywo, oraz przekonać się, że na scenie robią to co kochają. Połączyli swoje siły, stwierdzając, że razem mogą więcej, tym samym wyprzedając PGE Narodowy
i gromadząc tam 60 tysięcy ludzi. Do tej pory na tym stadionie bilety wyprzedawali artyści światowego formatu tacy jak Depeche Mode czy też Coldplay, a teraz to samo osiągnęło razem dwóch polskich artystów. Bywają przypadki, że bilety wyprzedają się w dosłownie parę minut. Żeby to wydarzenie zostało wyprzedane potrzeba było kilkunastu dni, ale nie zmienia to faktu, że zarówno dla chłopaków jak i całego kraju było to fenomenalne osiągnięcie.

Duża część osób wybierających się na koncert przyjechała do Warszawy już dzień wcześniej.
Co działo się w stolicy? Oblężenie hoteli, tłumy fanów. W bardzo łatwy sposób można było ich rozpoznać, nosili ubrania zakupione w sklepach piosenkarzy. Na ulicach miasta tworzyły się korki spowodowane chęcią jak najszybszego dotarcia na stadion. Pierwsze osoby pojawiły się już około 8 rano, co oznacza, że byli na nogach już kilkanaście godzin przed rozpoczęciem się całego show. Nic dziwnego, że chcieli mieć jak najlepsze miejsca, przy samej scenie. Oglądać tak niesamowitych artystów z odległości dosłownie kilku metrów to niesamowite przeżycie.
Wokaliści, na parę dni przed koncertem, wspominali też o niespodziankach jakie przygotowali dla publiczności.

W końcu, zaczęło się. Pierwszy na scenie pojawił się Taco. Z trybun jak i również pod sceną było słychać jeden wielki krzyk oraz pisk wynikający z emocji oraz podekscytowania związany z wyjściem na scenę, wyczekiwanego przez fanów, artysty. Pierwszą piosenką zaśpiewaną przez Hemingwaya był hit „Człowiek z dziurą zamiast krtani” z niedawno wydanej płyty. Potem utwór, który zna praktycznie każdy, czyli „Nostalgia”, fani głośno śpiewali, czy też rapowali razem z Taco. W głosie Flipa dał się słyszeć lekki stres, zdarzało mu się nawet mylić fragmenty tekstów, musimy mu to wybaczyć, stres jednak robi swoje, ale nie dawał tego po sobie poznać. Pierwszą, lecz nie ostatnią, niespodzianką zaplanowaną przez artystę był Pezet, raper, którego możemy usłyszeć na najnowszym albumie Taco. Po wspólnie wykonanej piosence, która znacznej większości przypadła do gustu, główny artysta następne dwie „Tlen” oraz „Wszystko Jedno” zaśpiewał sam. Niedługo po tym zaprosił na scenę pierwszą oraz jedyną wokalistkę, która pojawiła się tego wieczoru na Narodowym – Rosalie, wykonali wspólnie piosenkę „Sanatorium”. Zanim na scenę wszedł ostatni gość, Filip, można powiedzieć, trochę zmęczony, ale wciąż pełen energii, wykonał sam cztery piosenki z poprzednich albumów. Fani byli bardzo zadowoleni, że mogli usłyszeć nie tylko najnowsze piosenki, ale również te starsze.
Kolejnym oraz niestety ostatnim gościem Filipa był polski raper Kuba Grabowski wszystkim dobrze znany jako Quebonafide. Szcześniak współpracował z nim w 2018 r., wydali wspólnie album, na koncercie zaśpiewali parę utworów znajdujących się na nim. W momencie pojawienia się na scenie drugiego rapera ponownie dało się słyszeć krzyk podekscytowanych fanów, którzy nie mieli pojęcia, że zobaczą go dzisiejszego wieczoru. Podczas każdego utworu wykonywanego przez rapera, na ekranach, które widniały za jego plecami pojawiały się wizualizacje. Były one bardzo dobrze dobrane, do każdego albumu. Dzięki nim aż przyjemniej się słuchało oraz podziwiało muzyka. Pierwsza część koncertu niestety dobiegała końca, choć trwała prawie dwie godziny, nikt nie miał dość. Gdyby nie to, że za chwilę na scenie miał się pojawić Dawid Podsiadło, pewnie trwałaby dłużej. Po ostatnich numerach pierwszego głównego artysty fani nie musieli długo czekać na kolejnego.
Z głośników dał się słyszeć radiowy hit „Nie ma fal”, co oznaczało tylko jedno. Na scenie pojawił się Dawid Podsiadło. Cały stadion zaczął krzyczeć, ale tylko przez moment, ponieważ wszyscy zaczęli śpiewać wraz z piosenkarzem. W przeciwieństwie do poprzedniego artysty, Dawid nie zaprosił wielu gości, co nie oznacza, że nie było ich wcale. Lecz zanim pojawili się oni, muzyk śpiewał swoje największe hity, które są znane każdemu, ale również te, które znają Ci prawdziwi fani. Zanim zaśpiewał utwór zatytułowany „Matylda”, zapowiedział, że teledysk do niego ukażę się za parę dni. Nie był to gość specjalny, ale niespodzianka bardzo ucieszyła fanów muzyka. Czy za niespodziankę można uznać też nadchodzącą w następnym roku trasę solową Dawida? Ależ oczywiście, bardzo ucieszyło to fanów, którzy będą mogli zobaczyć go po raz kolejny. Artysta przerwał na chwilę swój występ, kiedy to na ekranach pojawił się komunikat od niego samego. Dotyczył on zapobiegania zmianom klimatycznym. „Nie ignorujcie tego tematu. To ostatnia chwila, by wspólnie uratować planetę. (…) To ważne dla nas i naszych wnuków, bądźcie świadomi, zaangażujcie się w działanie, planetę jeszcze można uratować” mówił Podsiadło. Dawida można określić jako człowieka pełnego pasji, po tym jego szczerym uśmiechu da się zauważyć, że scena to jest jego miejsce.
W trakcie wykonywania każdej piosenki ten człowiek tryskał energią. Mimo tego, że oczy około
60 tysięcy ludzi w tamtym momencie były zwrócone w jego stronę, nie było widać po nim ani grama stresu. Myślę, że za niespodziankę można uznać również to, że każda piosenka była zaaranżowana
w inny sposób niż na płycie. Fani byli bardzo zaskoczeni, oczywiście pozytywnie, tego się po prostu nie spodziewali. W końcu na scenę weszli ostatni goście tego wieczoru, ale pierwsi Dawida. Raczej każdy zna piosenkę, która była hymnem Męskiego Grania w 2018 roku. „Początek”, właśnie do wykonania tej piosenki zostało zaproszonych dwóch gości a mianowicie Krzysztof Zalewski oraz Kortez. Zaskoczenie w oczach fanów? Było jak najbardziej widoczne. Po raz kolejny cały stadion śpiewał oraz klaskał. Emocjom nie było końca. Ostatnią piosenką, którą Podsiadło wykonał sam, nie licząc fanów, był „Małomiasteczkowy”. Wtedy cały stadion był oświetlony na zielono, a na scenie pojawiło się confetti o tym samym kolorze. Można było pomyśleć, że to już koniec, Dawid zaśpiewał już ostatnią piosenkę, więc co jeszcze mogło się wydarzyć. Nagle wszystkie światła zgasły. Główni artyści wyszli, a raczej wjechali spod sceny. Co dziwnego wcale nie śpiewali, grali w tenisa stołowego. To na pewno była duża nowość, jeśli chodzi o koncerty współczesnych artystów. Nic mi nie wiadomo o tym, by ktoś inny również zorganizował coś podobnego. Na ekranach widniał wynik meczu, 1:1. Jak to interpretować? Samą rozgrywkę można uznać za rywalizację wśród młodego pokolenia. A wynik? Może po prostu tak, że wszyscy jesteśmy równi. Lecz każdy może posiadać swoją opinię na ten temat. Po meczu tenisa zaśpiewali wspólnie „W piątki leżę w wannie”, podczas tej piosenki w stronę publiczności zostały rzucone duże, napompowane piłki.

Koncert był po prostu spektakularny, można powiedzieć, że płacąc za show Taco i Dawida publiczność zapłaciła jednocześnie za artystów specjalnych. Jedyny taki występ dwóch bardzo popularnych aktualnie artystów na pewno zapisze się nie tylko w pamięci uczestników, a także całego kraju.

Justyna Adamczyk


Opinie czytelników

Pozostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowanyWymagane pola są zaznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.


Kontynuuj czytanie