Current track

Title

Artist

Background

Relacja ze spotkania z Andrzejem Mellerem. Droga do Kabulu

Napisany przez , 8 stycznia 2020

We wtorek 7 stycznia w Bibliotece Uniwersyteckiej w Kielcach odbyło się spotkanie z Andrzejem Mellerem – dziennikarzem, korespondentem wojennym i autorem książek Miraż. Trzy lata w Azji; Zenga zenga, czyli jak szczury zjadły króla Afryki oraz Czołem, nie ma hien. Wietnam, jakiego nie znacie. Spotkanie dotyczyło jego ostatniej, ośmiomiesięcznej podróży, w którą udał się razem ze swoją żoną, Eleonorą. 

To właśnie specjalnie na tą podróż Andrzej Meller kupił kampera. Jak sam mówi, od 10 lat chciał wrócić do Afganistanu, gdzie pracował jako korespondent wojenny. Kraj ten pragnął pokazać żonie, ale pod warunkiem, że pojawi się poprawa bezpieczeństwa w tych targanych od lat wojną rejonach. Mercedes MB100 miał nie rzucać się w oczy, a jednocześnie zapewniać odpowiedni komfort podróży. Podróży, która zaczęła się 18 lutego 2019 roku, a zakończyła w październiku, dzień przed wyborami parlamentarnymi w Polsce, na które to chcieli zdążyć. Dlatego wybór odpowiedniego i pewnego środka transportu był tu nie bez znaczenia. Dziennikarz wspomina:

-„Poza naszym kamperem, w Iranie spotkaliśmy jeszcze pięć innych i wszystkie poza naszym skończyły na lawecie.”

Gdy wyruszali z Polski, temperatura była na minusie, a w ich aucie był problem z ogrzewaniem. Dogrzewanie z butli gazowej nie było satysfakcjonujące, dlatego jak najszybciej chcieli przedostać się do Turcji, a dokładnie za cel obrali Stambuł. Jak się okazało w Stambule również padał śnieg i ucieczka przed zimnem nie zakończyła się w tym wielomilionowym mieście. Jednak był to dobry przystanek aby spróbować tureckich dań, pozwiedzać stambulskie uliczki i odpocząć przed dalszą drogą. Stambuł dla pary podróżników nie był nowością. To właśnie tam wcześniej pojechali kamperem, aby przetestować ten rodzaj podróży.

Po przystanku w Stambule przyszedł czas na Konyę. Głównie ze względu na Rumiego, przez Turków nazywany Mevlaną. Był to poeta i założyciel bractwa „wirujących derwiszy”. Ich słynny taniec stał się jednym z nieoficjalnych symboli Turcji i według jego twórcy, miał zbliżać do Allaha. Mevlana jest do dziś postacią niezwykle ważną dla Turków i Arabów. Para jeden z noclegów w Turcji spędziła pod nieaktywnym wulkanem, nad jeziorem Meke. Warto wspomnieć, że większość nocy, spędzili w kamperze. Za pomocą aplikacji w telefonie, szukali bezpiecznych, najczęściej odludnych miejsc na nocleg. Andrzej Meller podkreślił, że przez całą kilkumiesięczną wyprawę, nie spotkali się z żadnymi niepokojącymi sytuacjami. Tylko raz, podczas nocowania w Gruzji, obudziło ich szarpanie za klamkę samochodu. Okazało się, że była to policja, która kogoś szukała.

Jednak im bardziej na wschód Turcji się przemieszczali, tym bardziej przygotowywali się na ogarnięte wojną i konfliktami Afganistan i Iran. Okazuje się, że w Turcji powszechnie można kupić broń, a zdobycie pozwolenie nie jest w żaden sposób problematyczne. Większych problemów nastręczyło spalone sprzęgło. I pomimo że, pozornie taka długa i wyczerpująca wyprawa powinna być usłana problemami technicznymi, tylko zepsute sprzęgło i później uszkodzony w górach hamulec opóźniły drogę. Sprzęgło wstrzymało podróż na tydzień. Tyle zajęło sprowadzanie części ze Stambułu, odesłanie omyłkowo wysłanej części od Opla i w końcu naprawa. Warto tu dodać, że ceny części samochodowych w Turcji znacznie przewyższają te w Polsce. O ile robocizna kosztuje tyle co nic, to podatki i opłaty sprawiają, że wymiana części staje się bardzo dużym wydatkiem.

Gdy w końcu dojechali do Gruzji, poczuli się jak w domu. Andrzej Meller mieszkał tam przez jakiś czas i ma tam wielu przyjaciół. Dodatkowo znaczna część społeczeństwa mówi po rosyjsku, co było wielkim ułatwieniem ponieważ żona dziennikarza – Eleonora jest Rosjanką. W Gruzji, nie czuje się też napięcia spowodowanego zwiększoną ilością wojska i policji na ulicach, co ma miejsce na wschodzie Turcji czy w Armenii.

Będąc w Tbilisi, mieli okazję zobaczyć jak bardzo Gruzini kochają wino. Kolega dziennikarza, wykupił w bloku całe jedenaste piętro i urządził tam winnicę. W Wielką Sobotę, udali się natomiast na lotnisko aby oglądać tradycyjne przekazanie świętego ognia jerozolimskiego. Do miast przylatuje pop z latarnią i zebrany tłum odpala świecę od świecy rozprzestrzeniając ogień i następnie zanosząc go do domów. Natomiast w Wąwozie Pankisi, podróżnicy przekonali się, że nieliczna grupa z pobliskiej wioski może stawić czoło budowlańcom i służbom porządkowym, nie zgadzając się na zbudowanie elektrowni. To małe powstanie zakończyło się spaloną koparką i kilkoma pobiciami. W tamtych rejonach nadal bardzo silną moc ma prawo honorowe, które nakazuje zemstę za doznane winy nawet do kilku pokoleń wstecz. Zebrania starszyzny zaś podejmują ważne dla wspólnoty decyzje i wydają wyroki.

Około 10 kilometrów od granicy z Iranem, podczas przemieszczania się górskimi serpentynami, nastąpiła druga awaria samochodu. Popsuł się hamulec. Spotkali wtedy mechanika. Andrzej Meller tak wspomina to spotkanie:

-„Powiedział – ja Ci to naprawię, ale mam kilka warunków. Po pierwsze, jedziecie z nami na szaszłyki w zimne góry. Po drugie, pokażę Wam cerkiew, a po trzecie, nic mi nie zapłacisz.”

Podróżnik przystał na te warunki, i tak podróż wydłużyła się o kolejne trzy dni pełne wrażeń.

Do Iranu wjechali ostatecznie pod koniec ramadanu, a dodatkowo w piątek, który jest świętym dniem dla muzułmanów. Wszystkie sklepy były nieczynne, z wyjątkiem jednej piekarni w Isfahanie. Piekarze zadzwonili po cinkciarza aby sprzedać mu dolary i nabyć Riale irańskie. Okazało się, że irańska waluta mocno osłabła i w ten sposób za około 7 złotych udało się zatankować cały bak diesla.

Para dotarła w końcu do Afganistanu. Andrzej Meller wspominał jak zmieniały się miejsca które znał z poprzedniego pobytu tutaj. Jak zmieniał się krajobraz, ludzie i nastroje. Zarówno on jak i jego żona musieli zakładać ubrania odpowiednie do panujących w Afganistanie obyczajów. Dla kobiety jest to burka, a dla mężczyzny szalwar kamiz.

Podróżnik zauważa, że miasta w Afganistanie to tak na prawdę getta. Można do nich wjechać, ale ciężko się wydostać. Trudność sprawia też łączność internetowa i telefoniczna. Kraj nie jest bezpieczny. Działania wojenne uniemożliwiają pełną swobodę ruchów. Na każdym kroku trzeba liczyć się z ewentualnymi przesłuchaniami, a nawet więzieniem. Zamachy są na porządku dziennym. Tydzień po wyjeździe z Kabulu, para dowiedziała się, że był zamach na weselu i zginęło 14 osób. Zamachy bardzo często przeprowadzane są przez mężczyzn przebranych za kobiety w burkach, ponieważ policja nie może przeszukiwać kobiet ani samochodów w których siedzą. Wszędzie, nawet w budynkach jest segregacja ze względu na płeć. Jednak dziennikarz podkreśla wielokrotnie, że ludzie są spokojni, mają dość wojny, reżimu i są chętni do pomocy. Czas dla nich zatrzymał się w innej epoce, gdzie niestety od zawsze panuje terror. Niemal połowa kobiet afgańskich ma syndrom stresu pourazowego. Nigdy nie wiedzą czy ich dzieci wrócą do domu. Jednak populacja Afganistanu zwiększa się.

Kraje przez które wiodła trasa, różniły się obyczajami, kulturą i problemami. Bez względu jednak na to gdzie para podróżników się znalazła, zawsze mogli liczyć na pomoc tubylców, wielkie serce, bezinteresowną uprzejmość i gościnę.

Dwugodzinne spotkanie to zdecydowanie za krótko aby opowiedzieć o tak długiej i intensywnej wyprawie. Więcej szczegółów, przeżyć i historii z tej niesamowitej podróży znajdzie się w powstającej właśnie książce. Przewidywany czas jej wydania to czerwiec tego roku.

This slideshow requires JavaScript.


Opinie czytelników

Pozostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowanyWymagane pola są zaznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.