Current track

Title

Artist

Background

Fanatyzm i brutalność według Ariego Astera. Recenzja filmu “Midsommar. W biały dzień”

Napisany przez , 13 kwietnia 2022

O tym, że „Midsommar. W biały dzień” jest jednym z najbardziej symbolicznych, współczesnych filmów chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Produkcja z 2018 roku, w reżyserii Ariego Astera to nadzwyczajny popis budowania historii, pełnej napięcia i tajemnicy, która spotkała się z niezwykle pozytywnym przyjęciem przez krytyków. W serwisie Rotten Tomatoes aż 83% recenzji zawiera ocenę pozytywną, z łączną oceną 7,51 na 10 punktów.

Ari Aster, autor m.in. „Hereditary” portretuje przerażające wydarzenia, poruszając się w granicach filmu grozy i pewnego rodzaju katastrofizmu. „Midsommar” gatunkowo definiowany jest jako post – breakup pagan slasher. Główną bohaterką jest Dani (w tej roli Florence Pugh), którą poznajemy jako jednostkę niemogącą poradzić sobie z rzeczywistością w obliczu rodzinnej tragedii. Wskutek tych wydarzeń postanawia odciąć się na moment od codzienności i wyjechać wraz z chłopakiem (Jack Reynor) oraz grupą jego przyjaciół do Szwecji, na obrzędy tytułowego Midsommar. Okazuje się jednak, że bohaterowie przybywają do wioski dalekiej od zwyczajnej – miejscowa ludność okazuje się sektą. Na własne życzenie dołączają oni do hermetycznej, lokalnej społeczności, którą – jak się później okazuje, rządzą najbardziej pierwotne instynkty.

Ważnym ogniwem filmu jest motyw tradycji. Midsommar w perspektywie szwedzkiej społeczności porządkuje rzeczywistość oraz kolejne etapy ludzkiej egzystencji. Natura jest siłą najwyższą, która wyznacza bieg życia człowieka. Cywilizowani Amerykanie jako „obcy” znajdują się w samym centrum celebracji pogańskich obrzędów, tym samym zostają wystawieni na trudną próbę. Świat, który w sposób znaczny odbiega od normalności – stoi w opozycji do kultury, z której wywodzą się bohaterowie. Poczucie obcości i niezrozumienia lokalnych „zwyczajów” potęguje strach i niepewność, jednak te emocje zdają się jeszcze bardziej ośmielać lokalną społeczność.

Ari Aster nie oszczędza widza. „Midsommar” to portret głębokiego, niewysłowionego żalu. Im dalej w film, tym więcej scen pełnych fanatyzmu i brutalności. Co najważniejsze, produkcja zbudowana jest na nieoczywistościach – opowiada o strasznych rzeczach, mimo że dzieje się w samym środku dnia, w warunkach wręcz idyllicznych. I właśnie ten sposób tworzenia, bazujący na nieoczywistościach, jest czynnikiem wyróżniającym autora. [9/10]

 

 


Opinie czytelników

Pozostaw komentarz

Twój email nie będzie opublikowanyWymagane pola są zaznaczone *


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.